piątek, 3 maja 2013

Maszyna prosąsiedzka i sukienka w grochy

4

To, że szycie jest ostatnio bardzo modne, na pewno już zauważyłyście. Ja szyję, bo szyje moja Mama i Siostra, szyła Babcia. Co prawda Babcia jedynie podrzucała firanki, spódnice itp. drobne rzeczy, jednak Mama i Siostra to prawdziwe mistrzynie. Oj będę musiała pokazać chyba ich dzieła wybrane w najbliższym czasie...;)
W każdym razie szyć zaczynają osoby, które wcześniej nie miały z tym nic wspólnego. Często takie, które nawet w domu nie miały maszyny po babci. Cieszy mnie to, bo dzięki temu na mnie nikt już nie patrzy jak na "zjawisko". To co kiedyś było koniecznością ze względu na braki w sklepach, teraz jest luksusem ze względu na przesyt w sklepach.

Jednak moja maszyna, a raczej Maszyna, okazuje się nie tylko Przyjaciółką, ale też prospołecznym urządzeniem, które zacieśnia więzi sąsiedzkie! :)
Dwa dni temu o zacnej porze wieczornej, gdy Syn szalał w piżamie przed spaniem - pukanie do drzwi. Spodziewałam się Męża, jakie było moje zaskoczenie, gdy na progu zobaczyłam kobiecinę w kapciach i szlafroku. Wmurowało mnie lekko, bo tak odzianej osoby się nie spodziewałam i podejrzewam, że moja mina była raczej wymownie zaskoczona jak reszta mnie :) Okazało się, że tą roznegliżowaną, ale nie za bardzo, osobą była nowa Sąsiadka. Drogą pantoflową dowiedziała się, że jestem posiadaczką Maszyny, która hula u mnie aż miło. I przyszła po prośbie. Z poprutym gorsetem. Ehhh i znów zatęskniłam za overlokiem. Podszyłam na tyle ile byłam w stanie, igłą do tkanin elastycznych, ściegiem elastycznym. Efekt końcowy nawet zadowalający. I przy okazji stwierdziłam, że TEN ścieg jest lepszy od innych i chyba się lepiej sprawdzi na kolejnych bluzkach z jerseyu, które czekają w kolejce na szycie.
Co śmieszne, to mieszkamy tu przecież 2 miesiące i generalnie nikogo poza portierami nie znam do tej pory. Więc nie mam pojęcia jak się Sąsiadka dowiedziała, że ja szyjąca jestem. Krasnoludki? ;)

A to sukienka z dzianiny, którą zaczęłam szyć przedwczoraj a skończyłam wczoraj. Materiał kupiłam na allegro i akurat nie jest jakoś bardzo trafiony. Tzn., że na ekranie monitora bardziej mi się podobał. Myślałam, że będzie cieńszy i bardziej lejący, na sukienkę wiosenno-letnią. Wyszła sukienka wiosenno-jesienna. Materiał jest nawet lekko ciepły, akurat do rajstop i okrycia wierzchniego, czyli w sumie na majówkę :D

Sukienkę zestawiłam z czerwonym żakietem, bo wydaje mi się, że tak pasuje i tak będę ją nosić. Oczywiście do tego wysokie buty.

Model 126 z burdy 05/2013.
 
 
 
 Dekolt i ramiona obszyłam czarną lamówką.

 
 
 
Został mi pas materiału, którego idealnie wystarczyło na spódniczkę na 6-latki. Szybka robota, zszyłam, wciągnęłam gumkę, doszyłam kokardę z aksamitki na przodzie i gotowe. Spódniczka wędruje do Córeczki koleżanki, która już widziała zdjęcie spódnicy i nie może się doczekać, aż ją dostanie :)
 

4 komentarze:

  1. No widzisz, tak po sąsiedzku pomogłaś w potrzebie :) moja sąsiadka też ma maszynę, bo kiedyś mówiła że sobie sama szyła zasłony :) Sukienka fajna! Lubię takie fajne grochy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hihi oj tak wieści o nowych lokatorach jak burza się rozchodzą :D A sukienka bardzo fajna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Do mnie też czasem sąsiedzi pukają bo trzeba coś zaszyć albo wypruć i zszyć:) Lubię tego typu zacieśnianie więzi sąsiedzkiej:P bo później jak ktoś upiecze ciasto albo ma nadprogramowe truskawki to też do mnie puka, żeby się podzielić:)

    A sukienka sama w sobie bardzo ładna, fajny wzorek. Ja ostatnio jak tylko mam jakieś reszti to kombinuję, żeby coś z tego córce uszyć. I masz rację, posiadanie maszyny i umiejętność posługiwania się nią to dobra sprawa, kiedy w sklepach mamy przesyt wszystkiego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam synka któremu grochy niekoniecznie by pasowały wiec skorzystała córka koleżanki :)

      Usuń