sobota, 28 lutego 2015

Organizer do torebki (TSDM)

13

Uwielbiam duże torebki. W ogóle uwielbiam torebki. I buty też oczywiście. Ale torebki chyba bardziej. Mam ich kilka. Nie jakieś setki, ledwie kilka. Ale podejrzewam, że i tak więcej niż statystyczna Matka Polka, która ma tylko jedną torebkę - na zakupy / ew, torbę do wózka jeśli jest aktualnie młodą matką. No więc lubię torebki. I najlepiej duże. Żeby się wszystko zmieściło, bo przecież jestem matką - Matką Polką, a co. I oczywiście, jak każda szanująca się kobieta, nic w swojej torebce znaleźć nie mogę. Ale oczywiście na potrzeby ogółu mam tzw. "twórczy chaos", albo bałagan kontrolowany. 

Jakiś czas temu wymyśliłam sobie, że muszę ten mój chaos w torebce jakoś przynajmniej spróbować uporządkować. Najpierw wymyśliłam sobie, że wystarczy kosmetyczka. Generalnie największy problem mam z różnego rodzaju paragonami/karteczkami/kartami stałych klientów*. W portfelu brak już na nie miejsca. Szkoda zresztą, żeby portfel się zaraz porozpychał. Albo jak za dużo ich powkładam, to się portfel nie domyka. A przecież gdzieś te karteczki i karty trzeba trzymać. Latać po torebce nie mogą, bo tylko szlag mnie wtedy trafia. 

Zaczęłam zatem szukać w internecie różnych pomysłów, aby ten mój torebkowy chaos uporządkować. Z pomocą przyszedł pinterest.com (kto zna, ten wie, że to SAMO ZŁO :D - można tam zaginąć na godziny..) Wpierw szukałam pomysłów na rzeczone kosmetyczki, zaraz potem znajdując pomysły na pewnego rodzaju organizery podróżne. Wszystko co mnie zainteresowało wrzuciłam do swojej tablicy, którą możecie przejrzeć TUTAJ. Może i Wam coś wpadnie w oko i zainspiruje do uszycia? Ostrzegam, że jest to tablica, gdzie zbieram też pochodne, czyli pomysły na torebki, pojemniczki, worki etc. Miłego oglądania.

A teraz pora mój organizer:


















Organizer uszyłam ze 100% bawełny AGF, którą zakupiłam w Cotton Cafe u Gosi. Zapraszam do polubienia jej strony na FB TUTAJ. Przy okazji zakupów, poznałam właścicielkę sklepiku z tkaninami do patchworku, który mieści się przy pracowni patchworku we Wrocławiu. Gosia jest przesympatyczną osobą, z którą od razu załapałyśmy wspólne fale. Spędziłam mile czas przy kawie i rozmowach o szyciu, nie tylko patchworków, które nawiasem mówiąc dopiero będę próbować okiełznać. A od Gosi nie chciało mi się wychodzić. Tyle pięknych tkanin w tak cudownych kolorach, że przez cały dzień później czułam się pełna werwy. Terapia kolorem jak widać działa :D 

Organizer w środku zamiast ociepliny, ma 1cm filc, który został mi w zapasach. Kupiony naprawdę niepotrzebnie, teraz się przydał. I z tym filcem w środku jest przepikowana bawełna. Jest kieszeń na zamek, jest miejsce na karty. Wszystko podwójnie odszyte, by nie było nigdzie żadnych szwów. Tak na wypasie sobie wymyśliłam.

Ach i tenże organizer uszyłam w ramach TSDM, czyli Tygodnia Szycia dla Mam. O akcji można poczytać TUTAJ.  

A w ogóle to do uszycia zmobilizowała mnie moja koleżanka Sylwia, która stwierdziła, że pewnie do lata go nie uszyję. Bardziej na ambicje nie można było mi wpłynąć ;)

A z bawełny w romby powstanie jeszcze koszula na wiosnę dla Marcela. Taka prawdziwa z kołnierzykiem i na guziki. Taki jest plan :D

Co myślicie? Podzielcie się spostrzeżeniami, zostawiając ślad po sobie w postaci komentarza. 

Pozdrawiam, P.

*Tak, tak. Jestem jedną z tych kobiet, która w sklepie na pytanie: Czy ma Pani kartę klienta? odpowiada nie mam, ale mogę mieć. I zawsze biorę. Nieważne, że w danym sklepie jestem raz na 2-3 lata, albo wiem że już pewnie nie będę. No bo przecież może jednak będę i się akurat wtedy przyda te 3% zniżki? Tych kart mam dużooooooooo.

czwartek, 26 lutego 2015

Narzutka dresowa w ramach TSDM

10

Mija drugi, a zarazem ostatni tydzień akcji TSDM czyli Tydzień Szycia dla Mam. Nie będę się rozpisywać o akcji, szczegóły możecie znaleźć TUTAJ.  

Miałam bardzo dużo planów co też nie uszyję w ramach akcji...miała być sukienka, narzutka, kosmetyczka,organizer...i nic z moich planów nie wyszło. Uszyłam jedynie narzutkę. A w zasadzie zeszyłam, bo skrojoną miałam ją od jakichś 2 tygodni. 

Narzutka wg sprawdzonego już przeze mnie wielokrotnie modelu 117 z Burdy 08/2011. 

Uszyta z dzianiny dresowej drapanej 320 g w kolorze grafitowym w lekkim melanżu. W rękawach wykorzystałam resztkę dresówki 300 g we wzór pepitki. Całość wykończona ciemno-grafitową lamówką bawełnianą. 














Trochę wnętrzności, szyte na overlocku.




Jak Wam się podoba?

Pozdrawiam,P. 

środa, 25 lutego 2015

Sukienka z wielorybem

10


Tym razem nie mam za dużo do powiedzenia na temat rzeczy, którą zamierzam Wam pokazać. 
Sukienka jest w rozmiarze 62, wykrój to 1. Speedy Girl z Ottobre nr 01/2013. 

Uszyłam ją w prezencie dla małej Oliwki, którą niespełna miesiąc temu urodziła Ania, jedna z najbliższych mi osób. 
Sukienka powstała z kawałków dzianiny pętelkowej, jaką miałam w zapasach. Wykrój zmodyfikowałam jedynie w okolicy ramienia, i na szwie dodałam zapięcie na zatrzaski. 
Wieloryba malowałam własnoręcznie farbką do tkanin. Dół sukienki jest podwinięty i podwójnie ostębnowany. 

Sukienka trafiła już do małej właścicielki, zatem spokojnie mogę ją Wam tutaj zaprezentować ;) Jak Wam się podoba?












piątek, 20 lutego 2015

Łabędzi dres

13

Mam Syna. Odkąd jestem matką, zastanawiam się kim On będzie w przyszłości. Kim zostanie jak dorośnie? W domu pełno aut i innych pojazdów różnej maści. Mając syna w domu, z góry zakładamy że jako chłopiec właśnie tym będzie się bawił. Będą go interesowały walce drogowe, nie zaś lalki. 

Szyję od lat. Zaczynałam jako nastolatka, po latach dzieciństwa, gdy pomagałam mamie. Jako dziecko zaglądałam jej przez ramię, potem pomagałam kopiować wykroje. Marcel od maleńkości robi to samo. Już gdy miał roczek bawił się szpilkami. Zamiast mu wyrywać i panikować - nadzorowałam. Skoro garnął się do tych szpilek, dawałam mu skrawek tkaniny i wbijał sobie te szpilki w nią. Przy mnie. Nigdy się nie ukłuł ani nie zrobił sobie innej krzywdy (żeby nie było, że taka wyrodna matka jestem, uprzedzam domysły). Gdy zaśmiałam się kiedyś, że może zostanie krawcem lub projektantem, mój mąż spojrzał na mnie ze zgrozą.
Jak to? Jego syn krawcem? Przecież krawcowymi to są kobiety...

Pojęcie "gender", czyli płci kulturowej, społecznej co jakiś czas pojawia się w mediach. Pojęcie, które od lat funkcjonuje i które od dawna znane jest rodzicom. Nawet jeśli o tym nie wiedzieli. Przecież większość z nas to robi - przypisuje swoim dzieciom cechy, zajęcia, zawody wg płci. 

Uszyłam Marcelowi dres w łabędzie. Materiał, jak zawsze, kupiłam bo po prostu mi się spodobał. Nie zastanawiałam się wówczas, czy "pasuje chłopcu". Jednak, gdy zaczęłam kroić i szyć ubranie, już tak. Bo przecież mimo wszystko, jak nas widzą, tak nas piszą. 

Dres szyłam cały czas zastanawiając się, czy wyjdzie bardzo dziewczęcy. Czy Marcel będzie chciał go nosić? 

Strój ma pewne niedociągnięcia, o których nie będę pisać. Może nie zauważycie :P
















Teraz, gdy tak patrzę na ten dres, wiem jedno. Podoba mi się. Niezależnie od tego, czy jest bardzo dziewczęcy, czy jednak udało mi się słodkość łabędzi przełamać szarością. I mam w nosie, czy mojemu synowi wypada w takim ubraniu chodzić. 

Bluza wg modelu 145, Burda 10/2013
Spodnie wg modelu 649, Burda dla Dzieci 01/2013

Co Wy na to?

Pozdrawiam, P.