poniedziałek, 2 lutego 2015

Jak gwiazdy na niebie, czyli bluza :)

6



"[...] Stara baśń nam opowiada,
że gdy gwiazda z nieba spada.

Jeśli będziesz chciał szalenie,
wtedy spełni twe życzenie. [...]"


Ten post nie będzie się różnił od wielu innych, które napisałam na przestrzeni ostatnich miesięcy. 
Jestem monotematyczna. Pokażę rzecz uszytą nie dla siebie, a dla Marcela. 

Od dawna nie szyję dla siebie. Powodów jest kilka, jednak dwa wysuwają się na prowadzenie w tym wyścigu. Coś mi wpadnie w oko w Burdzie. Nawet kupię materiał, bo przecież TAMTA spódnica z niego będzie wprost idealna. Planuję i nic nie robię. Albo przeciwnie. Nawet uda mi się zrobić wykrój, skroić go z materiału...czasem nawet coś pozszywać. Jednak po 1. przymiarce okazuje się, że wykrój to klapa. Rozmiar nie taki, zaszewki nie tu, gdzie powinny. Albo cokolwiek innego, co powoduje, że po prostu nie kończę. Takich niedokończonych rzeczy mam sporo...długa lista by z tego było.

Dlatego uszyłam kolejną rzecz dla Syna. Bluza. Jedna z wielu, które już wyszły spod moich rąk. Oraz jedna z wielu, które jeszcze powstaną.

Szycie dla dziecka, to przyjemność. Nawet nie o to chodzi, że nie trzeba się przejmować zaszewkami. Szycie dla własnego dziecka to po prostu oznaka miłości. 
Oczywiście, mówię Małemu co dzień, czasem do znudzenia: kocham Cię Synku. I słyszę piękną odpowiedź: ja Ciebie też kosiam, Mamusiu :)
Przy każdej okazji daję mu buziaka, choćby w czółko, we włosy, w ramię. Czasem tylko pogłaszczę w przelocie i zmierzwię mu czuprynę. 
Jednak myślę sobie, że rzeczy nieoczywiste są równie ważne. 
Moja Mama szyła mi sporo rzeczy, gdy byłam dzieckiem. Mimo ograniczonych środków na nowe tkaniny, często kombinowała z tego co było, przerobiła sukienkę po starszej siostrze itp. Gdy czasy były lepsze i sklepy już ładnie zaopatrzone, uszyła mi sukienkę, którą pamiętam do dziś, miałam może 7-8 lat. Zapinana na guziki na całej długości, z krótkim rękawem, dekolt lekko w V. I tkanina, to najważniejsze: czarne groszki na czerwonym tle. Materiał sukienkowy, pewnie poliester, lekki, zwiewny, dół falował. Możliwe, że był to wycinek koła - mniemam, ale pewności nie mam. Ale falował. Mam tą sukienkę we wspomnieniach. Była całkowicie idealna. Pod każdym względem. 
I mimo, że mama rzadko mówiła "kocham", wiem że kochała i kocha. Bo takich ubrań w pamięci mam kilka. 

Dlatego właśnie jestem monotematyczna. Szyję kolejną rzecz dla Syna, który jest dla mnie najważniejszy. I mam nadzieję, że kiedyś, gdy będzie dorosły, wspomni to, że właśnie tak m.in. okazywałam mu miłość. Spełniając własną pasję, okazywałam mu, że jest centrum mojego świata. 
























Bluza uszyta wg wykroju 145 z Burdy 10/2013. Komin to dolny wycinek kaptura z modelu 141 tej samej gazety. Rozmiar najmniejszy 110, jednak mój Syn nosi 98/104. Zatem nie dawałam zapasów na szwy, rękawy trochę skróciłam. 

Materiał to dzianina pętelkowa 280g o składzie: 96% bawełna i 4% elastan. Kolor piękna mięta.
Kupiona u Agaty na jej dzianinowym bazarku TUTAJ.

Pozdrawiam, P.

6 komentarzy:

  1. ... Jeśli GWIAZDKĘ z nieba chcesz - DOSTANIESZ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie napisane! ....a no bluza też REWELACJA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :* wena mnie naszła wyjątkowo, bo moje wpisy zazwyczaj krótko i na temat :)

      Usuń
  3. Dla ważnych dla nas osób warto poświęcić czas, skupienie i zaangażowanie, po prostu chce się cyzelować każdy szczegół.. W tej bluzie widać tonę matczynej miłości :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa :) i cieszę się, że widać, tak miało być :)

      Usuń