sobota, 14 lutego 2015

Rampers w gwiazdki

5

Wstałam dziś i pomyślałam: to będzie dobry dzień. Musi być. Zrobię wszystko, by taki był. Dlaczego? Bo obudził mnie mój największy skarb, mój synek. 
Oczywiście zanim wstałam, półprzytomna leżałam z otwartym jednym okiem, Marcelowi puściłam szybko bajkę ("Mamusiu, puść moją bajkę, proooooszeeeeee") na telefonie i dogorywałam, dopóki byłam w stanie zwlec się z łóżka w sobotni poranek. Była 7:30 rano (!). Tak, tak, moje dziecko wtedy gdy może dłużej pospać, postanawia wstać o świcie. Gdy jednak już wstałam, umyłam zęby i się ubrałam, to pomyślałam: to będzie dobry dzień.

Słońce pięknie świeciło zaglądając mi przez okno. Aż uwierzyć się nie chce, że jest połowa lutego. Istne przedwiośnie zawitało do nas na Dolnym Śląsku. Po śniadaniu długi godzinny spacer z małym i psem...ledwo obaj doszli do domu z powrotem. Marcela musiałam nieść na rękach, bo jego 2,5 letnie nóżki chciały zostać za nami. Dzień szybko minął. Teraz, gdy mój Skarbek śpi i ani myśli wstawać (śpi od 2,5h), a w piekarniku dochodzą gołąbki....postanowiłam podzielić się z Wami kolejną uszytą rzeczą. Rzeczą, która sprawiła mi sporo przyjemności. A obdarowanie nią osoby, którą bardzo lubię i cenię, sprawiło jeszcze więcej radości.

Rampers dla Mikołaja, który dopiero się do nas wybiera i na którego musimy jeszcze trochę poczekać. Ach, pamiętam to oczekiwanie na pociechę. To uczucie w ciąży, gdy dziecko kopie...niezapomniane. Tego mi z okresu ciąży brakuje. Bo jednak spuchniętych nóg mniej ;)

Rampers uszyty w rozmiarze 74/80 z reszty dzianiny pętelkowej miętowej, tej samej z której powstała TA BLUZA. Wykończony resztką innej dzianiny w podobnym odcieniu oraz ściągaczem w intensywnym turkusowym kolorze. Do kompletu pasująca w barwach poduszka chmurka. 

Rampers, tudzież kombinezon (jak kto woli), zapinany jest na zatrzaski, które przyszywałam ręcznie pół dnia. Dlatego też najlepsze słońce mi zwyczajnie uciekło i zdjęcia robiłam już po południu. Niestety kompletnie nie oddają uroku śpiochów, z których jestem bardzo dumna. Kosztowały mnie trochę pracy, szczególnie plisy, ale wyszły całkiem nieźle, choć koncepcja zapinania w trakcie szycia zmieniała mi się chyba ze 3 razy. W końcu postanowiłam zapinane zrobić na całości: cały przód oraz krocze są na zatrzaski, poza ściągaczami w nogawkach.


















Jak wrażenia? 

Pozdrawiam, P.

5 komentarzy:

  1. Super :) 74/80 to trochę duży rozmiar jak na oczekiwanego, ale dzięki temu starczy zdecydowanie na dłużej :) podoba mi się zwłaszcza to połączenie z turkusem.
    A z innej beczki, jak robiłaś metkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stwierdziłam, że większy rozmiar lepiej, bo małe to wszyscy dają w prezencie jak się dziecko urodzi :) a metki to sobie swoje logo wydrukowałam na kretonie w cottonbee tłustą ćwiartkę. za 18 złotych wyszedł mi spory kawałek metek, które sobie tylko wycinam i przyszywam zygzakiem żeby się nie pruło :)

      Usuń
    2. W sumie racja z tymi rozmiarami ;)
      Z metką fajny pomysł! Ja cały czas szukam patentu na takie podłużne, na tasiemce (chodzi mi o to, żeby brzegi były już zabezpieczone), które przeżyłyby pranie w 60st i suszenie w suszarce ;) no i jeszcze nie kosztowały fortuny hehe

      Usuń
  2. Ja nie skomentuję, bo jestem nieobiektywna:):):) Powiem tylko tyle, że dawno mi nikt nie sprawił takiej przyjemności:):):) Czuję się wyróżniona i doceniona:) I jeszcze raz wieeeeeelkie dzięki, w imieniu moim, jak i mojego oczekiwanego synka, za serce:) i piękny prezent:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super pajacyk- chyba tak to się nazywa po polsku :)

    OdpowiedzUsuń